|
Skąd
wzięła się nazwa Weterynaryjnego Banku Krwi im. Milusia?
Poniżej historia psa Milusia, od
którego wszystko się zaczęło...
(autorką tej opowieści jest właścicielka Milo, Pani Marta)
–
Dlaczego mnie wybrałaś? Przecież mogłaś wybierać z całego miotu, wiesz,
reszta mojego rodzeństwa jest zdrowa, a jednak jak wzięłaś mnie na ręce
to już nie puściłaś...
– Byłeś pięknym szczeniaczkiem z czymś magicznym w oczach, nie mogłam
wybrać innego.
– Nie żałujesz, przecież tyle miałaś ze mną trosk, tyle nocy nie
przespanych, czasem nawet widziałem jak płakałaś.
– Opowiem ci jak to z tobą, z biszkoptowym labradorkiem o imieniu Milo,
Miluś, Milutek, Milaczek.
Jako szczeniak na pierwszej wizycie u lekarza, kiedy poszliśmy na
szczepienie, dostałeś 10 punktów. Usłyszałam „idealny, zdrowy, będzie z
niego piękny pies”. Wtedy poznaliśmy naszą kochaną Panią Ewunię, naszego
lekarza rodzinnego jak ją później nazywaliśmy. Niesamowita, widziałam
jak bardzo ją lubisz, jak jej ufasz? zresztą i Ona traktowała Cię
wyjątkowo. To się czuło.
Wiesz jaka byłam wtedy dumna jak Cię pochwaliła.
Jednak już za jakieś dwa tygodnie coś się zaczęło dziać z Twoją łapką,
kulałeś. Usłyszeliśmy, że to kulawizna wędrująca i z tego wyrośniesz.
Jednak to nie było takie proste, jak by się wtedy wydawało, to był
początek twojej choroby – hemofilii.
Pomimo tego rozwijałeś się wspaniale, rosłeś jak na drożdżach i
sprawiałeś mi wiele radości. Nigdy niczego nie zniszczyłeś w domu,
bardzo szybko nauczyłeś się podstawowych zasad. Zaskakiwałeś mnie z dnia
na dzień: noszenie gazety, czy swojego śniadania sprawiało Ci wiele
przyjemności. Tak fajnie wtedy wyglądałeś, głowa do góry, inna postawa.
Wszyscy się za Tobą oglądali.
Jako szczeniak uwielbiałeś kąpiele w wannie, zresztą jak dorosłeś też,
ale wanna już była za mała, wtedy jeździliśmy nad wodę gdzie szaleństwu
nie było końca. Niestety kałuże też były dla ciebie interesujące.
Prawdziwy labrador.
Cały
czas jednak coś mnie niepokoiło, po zabawach z psami miałeś krwiaczki, a
jak się skaleczyłeś to nie mogliśmy zatrzymać krwawienia. Wtedy padła
diagnoza „Pani piesek ma taką królewską chorobę, hemofilię... nie ma
lekarstwa, nie mogę pomóc, przykro mi”.
Koszmar, myślałam, że się pomylili, że to nie mogło nas spotkać,
przecież to oznaczało koniec. Wysłałam wtedy e-mail z Twoimi wynikami do
wszystkich uczelni w kraju, niektórych ośrodków za granicą, gabinetów
weterynaryjnych. Odpowiedzi nadchodziły szybko jednak każda następna
odbierała nam coraz więcej nadziei.
Wyglądało na to, że nie mamy szansy, jedna wiadomość dała trochę światła
„mogę pomóc, czy wyraża Pani zgodę” to był dr Marczak, więc jednak była
nadzieja.
Zrobiliśmy wszystkie badania, wyniki potwierdzały tylko Twoją
wyjątkowość. Brak nerki, powiększona wątroba, serce, dysplazja... czy
nie uważasz, że to za dużo jak na jednego psa, tak wszystko na raz.
Lekarze nie oszczędzili nas, mówili, że jesteś psim mutantem, kaleką i
nie widzą sensu pomagać Tobie. Mówili, że masz chodzić na powolne
spacery, tylko na smyczy, bez kontaktu z innymi psami.
Zrobiliśmy wszystko byś mógł jednak żyć normalnie, korzystać z życia, z
każdej chwili, która Cię czekała. Byliśmy nawet na szkoleniu - pies
towarzyszący, to zadziwiające jak szybko się uczyłeś i jaką radość
sprawiały Ci te lekcje. Chodziliśmy na długie spacery gdzie chętnie
aportowałeś.
Uwielbiałeś bokserkę Alfę, to przy niej się wychowywałeś i zawsze mnie
zaskakiwałeś tym, że wiedziałeś, że do niej jedziemy, chociaż Ci o tym
nie mówiłam.
Miałeś też wspaniałą grupę psich przyjaciół – Baryłka, Jerry, Rufi i
Wiga – to z nimi codziennie chodziliśmy na spacery.
Ganialiście czasem bez opamiętania. To dziwne, ale oni zachowywali się
jakby wiedzieli o Twojej chorobie, Baryłka dzielnie pilnował Cię i
obserwował żeby nic złego Ci się nie stało.
Kiedy
dowiedzieli się o chorobie od razu wyrazili chęć pomocy Tobie i dzielnie
oddali krew. To dzięki ich pomocy i pomocy innych dawców mogłeś żyć i
normalnie funkcjonować.
Dziękujemy im za to i dziękujemy, że do końca byli przy Tobie.
Miałeś w sobie coś niezwykłego, coś co gromadziło wokół Ciebie tylko
dobrych ludzi, przyjaciół, lekarzy którzy wierzyli, że nam się uda i
udało się. W prawdzie Ciebie już nie ma, ale idea przetrwała.
Psi dawcy oddają krew, aby inne potrzebujące jej mogły żyć.
Myślę, że jesteś z nich dumny... Milusiu.
|
|